140 Obserwatorzy
38 Obserwuję
Hagime

Hagime

Teraz czytam

Ćwiartka raz
Karolina Korwin-Piotrowska
Głodne kamienie
Rabindranath Tagore, Franciszek Mirandola, Jerzy Bandrowski

Żegnajcie, mężczyźni

Żegnajcie, mężczyźni - Antonio Gomez Rufo

„Juan jest mężem Claudii, ale kocha Laurę, wszyscy troje o tym wiedzą.” To pierwsze zdanie z opisu na okładce może prowadzi gdzieś w meandry latynoskiego serialu o miłości. Bez wątpienia jest to książka o miłości. Przez blisko połowę książki poznajemy Juana, czterdziestoletniego mężczyznę cierpiącego na paniczny lęk przed samotnością, oraz stworzoną przez niego namiastkę raju. Raju na miarę własnych możliwości i wyobrażeń, utkanego z lęków i resztek nadziei. Ciasnego i dusznego miejsca odosobnienia, spowitego w mrok, kłęby tytoniowego dymu i wyposażonego w niekończący się zapas whisky. Raju gdzie o pierwszeństwo walczą, demoniczny obraz Francisa Bacona i subtelny wiersz E. E. Cummingsa, którego ucieleśnieniem jest Laura, wyobrażenie kobiety idealnej. Tym, których uwiodła ta wizja męskiej Arkadii pan Rufo wystawił słony rachunek, nie pozostawiając złudzeń, że nawet za namiastkę szczęścia trzeba zapłacić. Cios jest tak celny i precyzyjny, że przez kilkanaście następnych stron trudno wrócić do równowagi choć wydaje się, że od początku książki jesteśmy oswojeni ze strachem i cierpieniem Juana. Litościwemu czytelnikowi, któremu może gdzieś w tyle głowy kiełkować myśl o drodze na skróty, pan Rufo delikatnie przymyka te drzwi: „śmierć kojarzyła mu się z wieczną samotnością (z jakże nieznośną wiekuistą ciszą zalegającą pod grobową płytą, myślał Juan)”. Jakby mówił, poczekajcie, spójrzcie na książkę, to dopiero 2/3 mojej opowieści, zaledwie zaliczka z rachunku wystawionego Juanowi. Tak to dopiero zaliczka, prawdziwym rachunkiem dla Juana jest raj zbudowany rękoma Claudii. Smutna książka, w której wszyscy się boją i cierpią, a jedyna bohaterka do której uśmiecha się los, w chwili swojego długo oczekiwanego szczęścia, wywołuje w czytelniku diaboliczny śmiech. Czy polecam? Proponuję najpierw przeczytać wiersz E.E. Cummingsa „Gdzieś, gdziem nigdy nie dotarł” i obejrzeć obraz Francisa Bacona „Painting 1946”. Jeśli takie zestawienie się komuś spodoba (?) lub zainteresuje to polecam. Jeśli nie, to z czystym sumieniem można sobie darować lekturę, przecież jest tyle książek, których nie zdążymy w życiu przeczytać.